Środa, 12 lipca

@

Relacja zdjęciowa

Dobroszyce piątego dnia Salwatoriańskiego Forum Młodych obudziły uczestników pięknym, słonecznym porankiem. Temperatura powietrza wynosiła około 25 stopni Celsjusza, na niebie pojawiały się sympatyczne białe chmury. W takich okolicznościach przyrody w środę 12 lipca „Forumowicze” rozpoczęli drugą połowę spotkania.

Tradycyjnie już dzień rozpoczął się od wspólnej modlitwy  i posiłku, po którym uczestnicy rozeszli się na warsztaty. Tam część z nich rozpoczęła przygotowania do weekendowych pokazów. Niektóre grupy bowiem już za kilka dni zaprezentują czego nauczyli się na zajęciach. Zatem obok nabywania nowych umiejętności i szlifowania starych trwały burze mózgów. O godzinie 13:30 przyszedł czas na obiad, a po nim zaplanowany był czas wolny. Mało kto jednak odpoczywał, ponieważ z dwóch powodów. Po pierwsze grupy przygotowywały się do wieczornej prezentacji, a część z nich oczekiwała na przyjazd środowego, forumowego gościa. Przed 15 na teren ośrodka wjechało srebrny samochód, a z niego wysiadł ksiądz biskup Grzegorz Ryś i spokojnie zaczął zmierzać w stronę kościoła. Tam powoli również schodzili się uczestnicy spotkania, którym znany ze swojej skromności i wiedzy biskup pokazał historię zwiastowania Maryi w unikalny sposób. – Bóg się nie pyta czy coś jest możliwe, pyta się czy chcesz żeby Ci to uczynił. – mówił biskup krakowski. Konferencja księdza biskupa potrwała około godziny. Po niej „forumowicze” zebrali się w swoich grupach i wspólnie medytowali nad dzisiejszą Ewangelią.

Przed godziną 18 uczestnicy SFM ponownie schodzili się do kościoła gdzie przygotowywali się do Eucharystii. Mszy przewodniczył bp. Ryś. Podzielił się on swoimi przemyśleniami, przy których nawiązał do życiorysów św. Polikarpa, św. Pawła oraz św. Cecylii i zachęcił uczestników do tego, aby zakochali się w Jezusie. Po Eucharystii „forumowicze” pożegnali księdza biskupa i podziękowali mu za obecność na SFM.

Już w czasie mszy nad Dobroszycami zaczęły zbierać się chmury i pierwsze krople spadały na ziemię. Na dobre rozpadało się niedługo po kolacji. Niestety, to zmusiło organizatorów do przeniesienia wieczoru radości pod halę namiotową. Od godziny 20 grupy prezentowały krótkie scenki, którymi miały się przedstawić reszcie uczestników. Przy kilku występach publiczność była pod ogromnym wrażeniem kreatywności lub unikalnego humoru. Szczególny entuzjazm wzbudziła historia o „małym króliczku”, który szukał przyjaciół. Sędziowie surowo oceniali występy początkujących aktorów. Całe szczęście  słusznie kierowali się bardziej kreatywnością i pomysłowością aniżeli profesjonalizmem, czy warsztatem aktorskim.

Dzień zakończyła tradycyjna adoracja i bajka na dobranoc.Tak upłynął kolejny dzień XXIV SFM. Może intensywność planu dnia jest bardzo duża, ale rzadko słychać narzekania na zrozumiałe i powszechne zmęczenie. Według ks. Maćka Szeszko dzieje się tak ze względu na to, że w przerwie między kolejnymi punktami programu – oddychamy imieniem Jezus. To chyba sekret sukcesu corocznego salwatoriańskiego spotkania młodzieży.