Klaudia Czarnocka

Napisanie świadectwa niby prosta rzecz, oddaj się w opiekę Ducha Świętego i samo się napisze… Przynajmniej wszystkim dookoła tak mówiłam, żeby dodać im otuchy. Szkoda, że sama nie potrafiłam się do tego zastosować od 2 lat.
Tyle razy rozpoczynałam, dopiero to Forum, Ci ludzie nakłonili mnie do zamiany zamiarów w czyny, jak to mówią Raz się żyje.

Zawsze chodziłam do kościoła, bo rodzice chodzili. Przychodziła niedziela, uszykowane ładne ubrania, bo idziemy wszyscy do kościoła… fajnie. W gimnazjum zaczął się okres buntu jak to u typowego nastolatka bywa, pierwsze wypowiedziane NIE rodzicom, przestałam chodzić regularnie do kościoła, katechetka była najbardziej irytującą osobą w szkole. Dopiero Jelon, którego większość rmsowiczów zna zaproponowała mi wspólny wyjazd na Forum Młodych. Od tego wszystko się zaczęło, moje życie przestało być pasmem chybionych trafień i nieprzemyślanych decyzji. Adoracja wstrząsnęła mną, tak że całą przepłakałam, solidne łzy oczyszczenia… a później lekkość, to była taka niezmierzona wolność, że aż nie wiedziałam, czy nadal stąpam po ziemi. Spływająca łaska od Pana i taka niewidzialna tarcza, którą mnie otoczył tamtego dnia, to On o mnie zawalczył! Od tamtej chwili wiele się zmieniło, Forum stało się siłą napędową na każdy dzień. W tym roku było sporo obowiązków, które dawały mi dużo radości, ale jednocześnie stopniowo zapominałam w jakim celu to robię. Mówiłam sobie dobra spoko, jak przyjedziesz do Dobroszyc skupisz się na Bogu… Panie poczekaj jeszcze tydzień! On czekał, a ja dalej nie miałam czasu. Przyjechałam z Gosią do Dobroszyc i od razu ruszyłyśmy do pracy. Kolejne dni mijały, niesamowici warsztatowcy, zobaczyłam znowu wspaniałych ludzi, których już znałam, albo miałam poznać. Dla wszystkich i na wszystko znalazłam czas tylko nie dla Boga.

Przychodziłam na adorację gdzie miałam się wyciszyć i pomodlić, a tylko każdego dnia wkurzałam się na wszystko dookoła, bo muzyka zbyt głośna, bo ktoś gada, albo za krótko to wszystko trwa, zamiast skupić się na rozmowie z Tatą, szukałam sobie rozpraszaczy. W środę weszłam do pokoju w nocy, patrzę – Ewa śpi, cicho przeszłam obok niej i zobaczyłam, że ta dziewczyna uśmiecha się nawet przez sen, tak niesamowicie mnie to uderzyło i pozazdrościłam jej takiej wiary i spokoju malujących się na jej twarzy, że w końcu odnalazłam swój porządek w głowie, po wielu rozmyślaniach nareszcie mogłam działać w Panu! Dziękuję Ci za Twój uśmiech!

Nareszcie nadeszła noc konfesjonałów i adoracja, która wylała ze mnie wszystko cały smutek, żal wypłynął wraz z okropnie słonymi łzami. Siedzenie na samym środku i rozmawianie z Najwyższym, dało mi taką moc i poczucie spełnienia, że zaczęłam dostrzegać ilu mam wspaniałych ludzi wokół siebie Basia, Gosia, Ewa, Ala, Jagódka, Agata, Marysia, Franek, Szymon, Ignacy, Janek, Kosa, dzięki nim wiem, że doświadczam miłości Boga każdego dnia i On nigdy się na mnie nie obrazi, nie porzuci. Sam będzie mnie szukał i zawsze czeka z otwartymi ramionami.

Bóg jeszcze na sam koniec udowodnił mi, że jest i że nie ma na świecie przypadku tylko Jego działanie. Podczas ostatniej Mszy kiedy dawaliśmy księżom prezenty, ksiądz Maciek „wylosował” cytat „Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Niech będzie znana wszystkim ludziom wasza wyrozumiała łagodność: Pan jest blisko!” (Flp 4,4-5) obróciłam swój identyfikator i zaczęłam płakać, bo cytat, który tam widnieje napełnił mnie RADOŚCIĄ!

Ten czas już nigdy nie wróci, ale może być lepiej, przyjechałam z założeniem, że to moje ostatnie Forum, jednak nie potrafię zrezygnować, jeszcze nie teraz! Mam rok, żeby zmienić się w jeszcze lepszą osobę, umocnić w wierze, bak mam pełny, a to daje mi siłę do działania!

Raz się żyje… RAZ A DOBRZE!