Maciek Bydelski

Raz się… No właśnie, co? Rodzi? Umiera? Żyje? Czy kiedykolwiek mieliście tak, że Bóg daje Wam konkretne zadanie, nakaz, by coś zrobić? Czuje się wtedy wewnętrzny nakaz, chęć działania. Niestety, wiele ludzi ignoruje ten “głos” a to właśnie wtedy On do nas mówi.

W tym roku z powodu pracy i zleceń miałem odpuścić sobie forum, albo pojechać co najwyżej na Święto Młodych. Rozmowy z bliską mi osobą, która była na forum, a która czuła się tam fatalnie sprawiły, ze zacząłem się zastanawiać. Zastanawiać nad tym, czy może nie jestem potrzebny właśnie jej, w tym momencie. Spontaniczna decyzja sprawiła, że dokładnie we wtorek 5 lipca wiedziałem już – jadę na forum!

Po popołudniowym telefonie do ks. Maćka i rozmowie z biurem byłem pewny, sprawdziłem połączenia, kupiłem bilety. Jeszcze tylko telefon do szefa i zaczynamy się pakować! Pierwsze wątpliwości pojawiły się już rano.

Przecież to już nie jest to, modlitwa przestała dawać mi satysfakcje, a wręcz zniknęła z mojego planu dnia. Na formację, Eucharystię chodziłem chyba już tylko z przyzwyczajenia. Stałem się nijaki, oschły, smutny, po prostu gorszy. Pracowałem na to sumiennie ostatnie miesiące, olewając wszystko i wszystkich – maturę, znajomych, obowiązki, czy nawet plany. Schodziłem co raz niżej wmawiając sobie jednocześnie, że wszystko jest dobrze, że nic nie może być lepiej, że bez Boga też można żyć. Bzdura – nie można. Dwukrotnie otarłem się o śmierć, próbowano wmówić mi różne rzeczy, choroby, faszerowano lekami. Po prostu, życie straciło swoją barwę, czegoś mi strasznie brakowało. Dojechałem na dworzec, miałem sporo czasu, więc czekając na pierwszy pociąg, z nudów odmówiłem jutrznię, która dla mnie stała się przełomem.

Postanowiłem, że nie jadę tam dla świetnych ludzi i super atmosfery – jadę tam na osobiste rekolekcje, czas tylko dla mnie i Boga. Środa, 6 lipca 21:10 Dojechałem! Trwała adoracja, więc musiałem dojść piechotą pod kościół. Zmęczony, zrezygnowany, wycofany staję pod tym kościołem i tutaj pierwsze zaskoczenie. Do dziś pamiętam radosne miny ludzi, którzy mnie poznali, przytulili, cieszyli się, że jednak przyjechałem.

Witałem się z każdą znajomą mi osobą, jak z bliskim kumplem. W duchu czekałem jednak tylko na tą jedną osobę, dla której podobno tu przyjechałem. Hollywoodzkie powitanie sprawiło, że poczułem się pewniej, jakby przyjęty. Dla mnie osobiście Forum jest zaprzeczeniem wszystkich oczekiwań. Chciałem uciec od ludzi, a trafiłem w sam ich środek. Chciałem w spokoju spędzić czas z Bogiem, a oszalałem na nowo i zwariowałem na Jego punkcie. Chciałem tylko uratować resztki mojej wiary, a zyskałem energię do dalszego życia, prostą wskazówkę:

„Żyj głupku, bo żyje się tylko raz! Raz, czaisz?”

Za odgórną prośbą pomagałem prowadzić jeden krąg w nie swojej grupie. Podczas niego usłyszałem świadectwo choroby jakiejś dziewczyny. Może i nie pamiętam już jej twarzy, imienia, czy treści świadectwa, ale długo zapamiętam przesłanie jakie z niego wyciągnąłem: żeby pomimo przeciwności żyć pełnią życia, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto ma gorzej, a mimo to uśmiech nie schodzi mu z ust. Bóg posłał mnie w konkretnym celu, ale nie wspomniał, że ma też coś dla mnie, wspaniałych ludzi, którzy pozwolili przypomnieć mi, czym jest wiara Chrześcijańska. Może i nie specjalnie starałem się to okazywać, ale każdy Twój uśmiech dawał mi po prostu radość, za co z całego serca Ci dziękuję.