Małgorzata Świdzińska

Najtrudniej jest zacząć i tak ciężko zacząć pisać świadectwo skoro tyle emocji jest we mnie. Zacznę od tego, że w gimnazjum i w 1 liceum byłam daleko od Boga, nie znałam go.
Pójście do kościoła było dla mnie ciężkim wyczynem, księży nie lubiłam, mszy nie lubiłam.
W końcu pod koniec 1 liceum moja przyjaciółka Ola zaczęła mnie namawiać, żebym pojechała na Forum Młodych na którym ona była rok wcześniej – oczywiście bunt totalny – ja w kościele codziennie?

Nigdy w życiu!

Ale potem coraz więcej znajomych zaczęło mnie namawiać i w końcu podjęłam decyzje – okej jadę!. Po dosyć dużej przeszkodzie – pobyt w szpitalu przyjechałam w poniedziałek. To co zauważyłam od razu – atmosfera super, ludzie mili każdy z każdym rozmawia jakby znali się x lat.. jakby wszyscy byli jedną, wielką rodziną.

Potem te msze, które były dla mnie czymś mega wyjątkowym, tyle radości, śpiewu, to wszystko dawało tyle energii, mimo totalnego niewyspania i zmęczenia. Adoracje były dla mnie czymś niezrozumianym. Nie umiałam się modlić tak jak wszyscy. Były dla mnie wzruszające, ale też nie rozumiałam czemu oni płaczą, czego doświadczają? Wtedy tego nie rozumiałam, ale to forum było dla mnie przełomem, na pewno popchnęło mnie w stronę Boga w którego zaczęłam wierzyć i próbować z nim rozmawiać. Rok później na 20 Forum Młodych, pamiętam jak dziś tą noc konfesjonałów, jedyną taką adoracje, na której pierwszy raz tak po prostu rozmawiałam z Nim, taka piękna prosta modlitwa, dała mi takie oczyszczenie, wylałam morze łez, ale nie było mi smutno, czułam taką radość i wypełnienie Jego łaską. Teraz z perspektywy czasu były to dla mnie jedne z najważniejszych wydarzeń w życiu. Od kiedy zaczęłam iść przez życie z nim.

Ale to miał być wstęp, bo miałam pisać o 23 Forum – Raz się żyje i tyle wychodzi z mojego wstępu, że jest za długi.

To forum było na pewno inne i też dlatego że miałam dużo pracy z Klaudią na warsztatach, właściwie od razu jak przyjechałyśmy rzuciłyśmy się w wir pracy i też brakowało niektórych, ale było dużo nowych forumowiczów.

Było inaczej. Ale był On jak zwykle pośród nas. Chociaż mi cały czas brakowało skupienia i rozmowy z Nim, mimo codziennej mszy i tej chwili dla niego, ale znowu nastał czwartek i noc konfesjonałów i to mega mocne przeżycie. Nie wiem czasami co te adoracje mają w sobie, ale On jest obecny Najświętszym Sakramencie i w nas i daje nam to niesamowite uczucie, całkowitą ulgę i spokój – tak jakby mówił – Nie bój się, jestem z Tobą, wszystko będzie dobrze.

Później nadeszła sobota i to spotkanie z trenerami, które było dla mnie mega emocjonującym przeżyciem. Ale miałam koło siebie nich – trenerów koordynatorów. Dziękuje wam, i reszcie moich przyjaciół z których cały czas piszemy – Ewcia, która tak dzielnie mnie motywuje w tym żebym to napisała, Kosa, Szymon, Franek, Marysia, Maciek i moi kochani koordynatorzy – Agata, Klaudia, Basia i Janek, Dawid, Ala. Z wami przeżyłam kolejne tak cudowne forum na którym naładowałam dzięki wam baterie energii na cały rok.

To był wyjątkowy czas i mogłam podziękować Bogu za ten rok, który był mega ciężki, ale mimo mnóstwo spraw, rzeczy na głowie dałam radę i tyle rzeczy zmieniło się na dobre dzięki Niemu. Każdą rzecz, którą mu zawierzałam, tyle cudownych dni otrzymałam.. Ostatnio komuś powiedziałam, że życie z Bogiem jest łatwiejsze. Bo z perspektywy czasu patrzę, że nie wiem jak dawałam radę jak nie byłam tak blisko Niego, bez modlitwy, mszy.

Ale myślę, że życie z Bogiem to też wyzwanie. Czy zaufam mu całkowicie i zawierze wszystkie sprawy? I oddam się mu całkiem? Czy się zbuntuje. Ja się nauczyłam nie buntować. On ma plan. Zawsze, dla nas najlepszy, bo kocha nas niesamowicie.

Raz się żyje, więc zaufaj.