Marysia Kozłowska

Przed przyjazdem na SFM zastanawiałam się nad sensem życia. Pytałam siebie czy jeżeli mogę tak cierpieć to czy On naprawdę tam jest, a jeżeli jest to dlaczego pozwala mi tak upadać? Zawsze Bóg był w moim życiu. Poprzednie wakacje to moje pierwsze forum, pielgrzymka, rekolekcje. Było go sporo, ale co z tego, jeżeli nigdy mu nie ufałam.

Kiedy On do mnie mówił zatykałam uszy i śpiewałam „lalala nie słyszę cię Boże – albo po mojemu albo w ogóle”. W pewnym momencie zatkałam uszy na stałe i nie słyszałam totalnie nic. Obwiniałam Go za złamane serduszko, za niepowodzenia w szkole, brak akceptacji siebie.

Od grudnia nie mogłam na siebie patrzeć w lustrze, widziałam okropną dziewczynę, która do niczego w życiu się nie nadaje. I bardzo mocno w to uwierzyłam, znienawidziłam siebie i zaczęłam nienawidzić innych. To było naprawdę okropne uczucie, bo nie umiałam nic docenić i z niczego nie czerpałam radości. Chodzenie do kościoła to było tylko przyzwyczajenie, które później zaczęło mi przeszkadzać i zaczęłam Go olewać.

Decyzja o przyjechaniu na forum była już podjęta od dłuższego czasu, tak naprawdę od zakończenia się poprzedniego. Jeżeli już tam byłeś to znasz doskonale tę atmosferę, która cię uskrzydla.Im bliżej do wyjazdu tym coraz trudniej się podnieść, wiele pytań: Czy na pewno jestem tam potrzebna? Czy mi to coś da? Przecież mogę jechać w inne miejsce poimprezować i nadal wszystko trzymać w sobie. Jakaś część mnie mówiła JEDŹ, ODWAŻ SIĘ, NA CO CZEKASZ, ON NA CB CZEKA, WSZYSTKO JEST MOŻLIWE, MOŻE ZNAJDZIEJSZ TAM TO, CZEGO SZUKASZ? Jadę.

Etap pierwszy – przygotowania. Pierwsza Msza św., adoracja i nic. Ludzie coś przeżywają , a ja nie byłam w stanie zmówić „Zdrowaś Maryjo”, jak bym miała ość w gardle. Dzień przed forum podeszłam do ks Maćka ze łzami w oczach i powiedziałam, że ja nie dam rady, że chce wracać i nie mogę być animatorem i mówić ludziom o Bogu, bo ja nie wiem czy On tam w ogóle jest. Ksiądz powiedział żebym dała sobie szansę, że we mnie wierzy, i tak mocno mnie przytulił…

No i dałam, ale sama nie wiem ile razy miałam już ochotę wszystko rzucić i wrócić do domu. Przez pierwsze 3 dni na Forum śpiewałam w diakoni, ale nie potrafiłam się skupić na modlitwie. Nie umiałam się tym modlić. Nadal nic a nic nie przeżywałam. Nudziła mnie Msza, adoracja. Po rozmowie z dobrą koleżanką zaczęłam się modlić do Ducha Świętego, o otwarcie mojego serca na łaskę Boga. A on znów postawił na mojej drodze tę samą drobną dziewczynę o pięknym głosie i jeszcze piękniejszym sercu, która powiedziała mi „Poproś Go żeby pokazał Tobie jak na Ciebie patrzy”.

Zmieniłam punkt parzenia na Siebie na jego punkt patrzenia. Jeszcze tego samego dnia zaczęłam zauważać ludzi, którzy się uśmiechają na mój widok. Jak dziewczyny z pokoju mówią mi jaka jestem niesamowita, jak mnie kochają za mój uśmiech, za mój styl bycia. Zaczęłam czuć się doceniana, kochana i potrzebna.

Słowo Boże, ewangelie, homilie, jutrznie… wszystko dawało mi do myślenia widziałam Go wszędzie: w ludziach, nawet w tekstach piosenek. Oczywiście straciłam głos i nie mogłam już śpiewać, bardziej skupiłam się na modlitwie i zaczęłam płakać na każdej Mszy, bo nawet jedno słowo z modlitwy eucharystycznej potrafiło mnie dotknąć bardzo głęboko.

Ja i On zaczęliśmy nowy rozdział, ale teraz wiem że Jego Słowo naprawdę jest życiem! Nadal modlę się o miłość i pokój serca, ale wiem, że On mnie słyszy, kiedy głośno wołam!