Dzień 3

@ środa

Wstaje dzień trzeci, a ja czuje się, jakbym bym dopiero co przyjechał. Wszyscy przecierają ostatnie śpioszki podczas jutrzni, po której tradycyjnie przyjemność, czyli dobre śniadanko. Niestety nie jestem jedyną głodną osobą, więc jedyne co mi zostaje, to uzbroić się w cierpliwość i otworzyć na bliźnich czekających razem ze mną w kolejkach rodem z lat 70. Na moje nieszczęście, tak szybko jak minął czas oczekiwania na posiłek, minęły też warsztaty, czyli punkt, który meczy, ale również bawi najbardziej. Po zjedzeniu najsmaczniejszego jak dotąd obiadu, idealnym odpoczynkiem było spotkanie z gościem- Mateuszem Banaszkiewiczem, rozpoznawalnym na polskiej, ale i zagranicznej scenie artystą kabaretowym. Zasilony kolejną dawką doświadczenia życiowego i radami na każdą okazje, poszedłem po instrukcje na miłość, która nie ustaje, do miejsca w którym nie ustają głosy diakoni- kościoła, by wsłuchać się tym razem w słowo, ale wypowiedziane przez Boga. Gdy najcenniejsza lekcja życia się zakończyła, przyszedł czas na świadectwo współpracę z bliźnimi. Na kręgu czułem, że silne emocje towarzyszą każdemu z uczestników. Polały się nawet łzy, co jeszcze bardziej piętnuje obecność Ducha Świętego. Pełny duchowo, poszedłem by napełnić żołądek. Jednakże, rozmowy z Górą nigdy nie jest za dużo, o czym przekonałem się na świetnie poprowadzonej adoracji, będącej zwieńczeniem naszego, jakże intensywnego dnia. Ostatnią alternatywą na rozluźnienie, były opowieści księdza Jerzego, którego głęboki głos był idealnym wprowadzeniem, w dobry i równie głęboki sen.